TUSK-BUZEK. DWÓJKA BEZ STERNIKA I BEZ PERSPEKTYW

Do najbardziej znanych dwójek bez sternika w nowożytnej historii politycznej świata należą Marks i Engels oraz Lenin i Stalin. Z czasem występowali na sztandarach jako czwórka profilowa (MELS). Składająca się początkowo z trzech, a potem czterech portretów trumiennych. Wywoływali euforię, podniecenie, a przede wszystkim chęć naśladownictwa. I nic się nie zmieniło do dzisiaj. Przynajmniej na polskiej prawicy. Jarosław Kaczyński, ze względu na bliźniactwo, jest podwójny od urodzenia. Tusk od kiedy związał swoje prezydenckie ambicje z Buzkiem.

Tandem Tusk-Buzek jest o tyle zaskakujący, że były premier nie gra z obecnym w piłkę, co do tej pory stanowiło wyznacznik preferencji szefa PO. Najwyraźniej jednak premier Tusk potrzebował odmiany. Stąd równoległa, choć mniej namiętna miłość do Danuty Hubner i Mariana Krzaklewskiego. Wydawało się, że tylko dwie ostatnie są rozczarowaniem. Pierwsza dla byłej komisarz, druga dla obu stron. Teraz jednak i nad parą Tusk-Buzek zawisły czarne chmury.

Buzek był nie tylko twarzą kampanii PO do PE. Był ideą fix Tuska. Polacy dali sobie wmówić, że dzięki głosowaniu na Platformę, zostaną w osobie Buzka wyniesieni na szczyty europejskiej władzy. Buzek był niczym koniak w PRL, czyli napojem mas ludowych, pitym ustami jego przedstawicieli. Ucieleśniał polskie marzenie o międzynarodowym sukcesie. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Nasz, a nie jakiś Niemiec, Francuz czy Anglik. Wreszcie zamiast kłótni o foteliki i samoloty, RP będzie miała męża europejskiego stanu. Nic to, że był najbardziej nieudolnym premierem. Może nawet lepiej. Przynajmniej ten mało zaszczytny tytuł nie przypadnie Tuskowi.

Awans Buzka – po pokonaniu Mauro – wydawał się pewny. Tusk już budował na nim strategię prezydencką. W końcu byłaby to – pierwsza od wyborów 2007 – spełniona obietnica PO. Może nie być. Jeśli Barroso nie zostanie szefem Komisji Europejskiej, układanka z Buzkiem też może się posypać. Tusk nie będzie miał kogo obwozić po wsiach i miastach, jako swojego osobistego sukcesu. A dziurą budżetową raczej furory nie zrobi. Chyba, że ma naprawdę dobrych speców od PR. Wmówią, że dziura lepsza od górki, bo nie trzeba się męczyć, żeby wpaść.

Wpis opublikowaliśmy 3 lipca 2009

Blog Joanny Senyszyn

Zobacz koniecznie!